Nowa twarz Dental Union Laboratory

Strona Dental Union Laboratory nie była aktualizowana już od jakiegoś czasu. Wspólnie z Panią Agnieszką Jasek doszliśmy do wniosku, że już dość długo patrzyliśmy na stary design strony. Laboratorium dynamicznie się rozwija, nieprzerwanie wyznaczając nowe standardy w protetyce estetycznej, zatem strona internetowa będąca, bądź co bądź, wizytówką laboratorium musiała się zmienić, żeby nadążyć za zmianami postępującymi w DUL.

Layout strony został zaprojektowany całkowicie od nowa. Nie zmieniła się natomiast struktura serwisu, która została już wcześniej na tyle dobrze przemyślana, że bez problemu zaadoptowaliśmy ją do nowego wyglądu. Co więcej, również bez problemów, struktura pozwoliła się zimplementować w naszym CMSie, na którym bazuje nowa strona. Projekt został wzbogacony o dział aktualności, gdzie Dental Union będzie mogło publikować to co się dzieje na bieżąco, a dzięki charyzmatycznej Pani Agnieszce Jasek – dzieje się wiele i bez przerwy…

Wspólnie z Dental Union przygotowujemy kolejne projekty (jak również odświeżamy kilka starych), więc mam nadzieję, że informacji na ten temat  wkrótce pojawi się o wiele, wiele więcej.

Surfuj bezpiecznie(j)

Surfuj bezpieczniejZ początkiem kwietnia bieżącego roku, Microsoft rozpoczął kampanię reklamową przeglądarki Internet Explorer 8. Pierwszego kwietnia myślałem, że to udany żart prima aprilisowy, ale po tygodniu billboardy wiszą dalej – czyli jednak to nie miało być śmieszne.

Jakiś czas temu na aptekidyzurne.blox.pl w artykule „Wojna przeglądarek” pisaliśmy o ciekawym zjawisku na naszej stronie, gdzie ilość odwiedzin z Firefoxa po raz pierwszy przewyższyła Explorera. Może nareszcie Microsoft poczuł oddech konkurencji na tyle mocno, że wytoczył działa w postaci szerokiej kampanii billboardowej.

W przeprowadzonych w lipcu ub. r. przez niezależne laboratoria NSS Labs testach IE8 rzeczywiście wypadł najlepiej. Tylko, że to wynik chwilowy. Konkurenci wypuszczają aktualizacje swoich produktów kilka razu w roku (dla przykładu NSS Labs porównywał IE8 do Firefoxa 3.0 – w tej chwili mamy już Firefoxa w wersji 3.6), a Microsoft każe nam czekać na nowe wersje po kilka lat. Po Internet Explorerze 6 (data wydania 2001 rok) na wersję 7 czekaliśmy 5 lat (pół dekady). W kontekście ciągłego i dynamicznego rozwoju Internetu to całe wieki. Na wersję 8 również musieliśmy czekać 3 długie lata. Co więcej, już w momencie premiery przeglądarka giganta z Redmont pozostawała daleko w tyle za konkurencją w kwestii obsługi standardów programowania internetowego i sytuacja wcale się nie zmienia.

Wszyscy, którzy mają do czynienia z pisaniem aplikacji lub stron internetowych wiedzą, że w wielu przypadkach osobny kod pisze się dla wszystkich przeglądarek a osobny dla Internet Explorera. Dlatego też IE ciągle traci w statystykach. Niestety wciąż utrzymuje się na pierwszym miejscu, ale miejmy nadzieję, że nie potrwa to długo.

Dlatego też w odpowiedzi na żółte billboardy Microsoftu, Codemates rusza z niebieską kampanią „Surfuj bezpieczniej„. Promujmy bezpieczne i szybkie przeglądarki. Na razie zapraszamy na stronę naszej akcji, ale to nie koniec naszych pomysłów… Wkrótce aktualizacja.

Udostępniamy dane z portalu Aptekidyżurne.pl

Pomysł dzielenia się tworzoną przez nas bazą aptek, z wykorzystaniem której działa wyszukiwarka aptekidyżurne.pl, chodził za nami od samego początku. Jednak z braku wolnych mocy przerobowych do dzisiaj takiej możliwości nie było. Zainteresowanie w tym temacie z dnia na dzień staje się jednak coraz większe i coś trzeba było zaradzić.

Właściwie jedyną kwestią dyskusyjną była forma udostępniania danych. Chcielismy, żeby metoda którą zaproponujemy trzymała się jakiś standardów, pozwalała nam na jakąkolwiek kontrolę dostępu do danych no i oczywiście żeby była jak najprostsza w implementacji dla tych którzy z danych skorzystać zechcą. Po rozpatrzeniu wszystkich za i przeciw klasycznego SOAPa, mniej skomplikowanego kuzyna XML RPC i bezpośredniego udzielania dostępu do naszej bazy danych (a właściwie do konkretnej, specjalnie przygotowanej funkcji), wybór padł na najbardziej webserwisowego SOAPa (pomimo mojej niechęci do formatu XML, w którym w takich przypadkach ilość tagów zazwyczaj znacząco przewyższa ilość samych danych). No i proszę, po wyborze technologii wystarczył jeden dzień wspólnej pracy naszego nowego kolegi Darka i dyżury aptek zostały wzbogacone o interfejs SOAP.

Zatem wszystkich zainteresowanych korzystaniem z danych znajdujących się w naszej bazie zapraszamy do kontaktu z nami, a szczegóły rozwiązania i zasady korzystania znajdziecie tutaj.

Powiększamy zespół

Krótko i na temat – miło nam poinformować, że zespół Codemates właśnie dostał zastrzyk świeżej krwi. Od 1 kwietnia 2010 (i to wcale nie jest dowcip) nasze towarzystwo będzie musiał znosić Darek, gdzieniegdzie znany jako smok-osx. Gorąco witamy!

Potrzebujemy programistów!

Niestety powoli zaczyna brakować nam mocy przerobowych, w związku z czym, po burzliwych naradach podjęliśmy decyzję o powiększeniu zespołu.

Jeśli jesteś ambitny/ambitna, masz duże poczucie humoru, myślisz że będziesz w stanie z nami wytrzymać ;), a do tego możesz pochwalić się znajomością obiektowego PHP, standardów CSS, JavaScriptu i jakimiś małymi bądź większymi sukcesami zapraszamy Cię na kawę, ciacho i rozmowę.

Zainteresowanych prosimy o przysyłanie CV wraz z przykładowymi realizacjiami na adres email: praca@codevision.pl

CODEMATES CIĘ POTRZEBUJE!

Codemates na facebook

Wordpress FacebookDlaczego, wydawało by się, tak prosta operacja okazała się tak skomplikowana? Nie mówię o pojawieniu się profilu strony codemates na facebook. To akurat okazało się w miarę mało skomplikowane. Chociaż komuś, kto tworzył facebooka przydałby się jakiś kurs z projektowania interfejsów. Zupełnie nietrywialne okazało się połączenie strony (opartej na wordpressie) z nowopowstałym profilem na facebooku.

Jak już powszechnie wiadomo, jak kogoś nie ma na facebooku to znaczy, że nie istnieje (przy takim rozumowaniu, jako, że moja żona nie ma konta w jedynym słusznym portalu społecznościowym – właśnie zostałem kawalerem…). Ale samo posiadanie konta to jednak trochę za mało. Trzeba coś publikować. Tylko, że w dzisiejszych czasach dbamy już o aktualizację strony internetowej, elegancko jest aktywnie prowadzić bloga, pojawiać się na mikroblogach (blip, twitter), integrować się ze znajomymi (i nie tylko) na facebooku. I w ten sposób przez cały dzień można nie robić nic innego, tylko produkować różnej maści treści na niezliczonych serwisach dumnie nazywanych „social media”. Aż dziwne, że szanujące się instytucje nie rekrutują jeszcze na etat, który mógł by się nazywać „social media copywriter”. Chociaż… pewnie zajmują się tym całe stada „specjalistów” z działów i firm PR.

Żeby zaoszczędzić sobie troszkę czasu, postanowiłem zintegrować naszego bloga, który stoi na platformie wordpress z facebookiem. Nawet stare dobre google nie bardzo wiedziały jak mi pomóc. Udało mi się jednak znaleźć porady jak worpressowe kanały rss importować do notatek facebooka, które z kolei pojawiają się na czymś, co nie wiedzieć czemu nazwano tablicą. Porady te jednak dotyczyły importowania wpisów do notatek profilu właściciela a nie do profilu strony, który w zasadzie, z tego co rozumiem, jest czymś w rodzaju „podprofilu”… :) Poniżej umieszczam instrukcję jak ten import skonfigurować, może komuś się przyda (poniższe zakłada, że do konta jest już dodana jakaś strona):

  • logujemy się do swojego profilu na facebooku
  • w menu po lewej stronie klikamy „Reklamy i strony”
  • w wybranej stronie znajdujemy blok „Notatki” i klikamy „edytuj”
  • wyświetlą nam się wszystkie notatki, a po prawej stronie blok z linkiem „Edytuj ustawienia importu”, który klikamy
  • w polu, poniżej informacji zawierającej pouczenia prawne, wpisujemy link do żódła RSS,
    np. http://blog.codemates.pl/index.php/feed/
  • potwierdzamy chęć importu i volia :)

Niby proste, ale ile się trzeba było naklikać po różnych zakamarkach żeby do tego dojść.

Miłej lektury naszych grafomańskich poczynań na niniejszej stronie, a od dzisiaj także na facebooku.

Codemates na Facebook

Serwer nam padł…

No i stało się. Działał, działał – uptime prawie 2 lata – i szlag dysk trafił. Zachciało się Panom przekładać kable zasilające pozbawiając nas prądu na pół dnia i ponownego włączenia zasilania serwer nam nie wytrzymał.

Z jednej strony szczęście, bo serwer o którym mowa to tylko nasz poligon testowy, więc wiele cennych informacji na nim nie było. Ale jak to z testowymi komputerami bywa, backupów się im nie robi (no bo po co, w końcu to do testów tylko) i pech chiał że wśród tych niewielu danych mieliśmy jedyną najświeższą kopię bazy projektu nad którym obecnie pracujemy. Właściwie, to tak na prawdę, w ogóle jedyną… Jak to już ktoś powiedział: komputery dzielą się na te co są backupowane i te co będą backupowane… :) Tak więc mądrzy Polacy po szkodzie, dorośliśmy chyba do robienia backupów również z serwera testowego.

Komputer przynajmniej dostał troszkę bajerów, bo 2 nowe pachnące dyski spięte tym razem raidem (okazuje się że kupno dysku twardego o 21 wieczorem to nie lada wyzwanie!), świeżutki system, no i backupy robią sie już codziennie i wysyłają na 2 inne serwery :D. Ale że ja się zapomniałem wyspać to inna kwestia…

Tak więc powtórzę raz jeszcze, to co słyszymy na około i będę od dzisiaj powtarzał jak mantrę:

Backupujcie się chłopaki i dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godziny… :P

Pora reraksu…

Powoli, pomału nasze gniazdko zaczyna nabierać docelowej formy. Wczoraj przyjechał pierwszy, „testowy” egzemplarz fotela fatty. Testowy dlatego, że ze względu na jego workowatość, nie do końca byliśmy w stanie sobie go w naszym kąciku zwymiarować, w związku z czym nie mogliśmy się zdecydować: 2 czy 3? :D Jak widać na załączonych fotkach miejsca starczy jeszcze najwyżej na 2 – gdzieś musi zostać trochę miejsca na PS… PS3 oczywiście…

Strefa zgonu fotel numer 1Fatty redPora reraxu

Tytułowy zgonZgon numer 2fatty.pl

W związku z powyższym kącik pod tablicą dostał od razu nową nazwę. Niewiedzieć czemu wszystkim się na usta od razu cisnęło „strefa zgonu” – i tak niech zostanie ;)

W związku z faktem iż robi się u nas coraz przytulniej a atmosfera do pracy coraz lepsza ponawiamy zaproszenie na kawę, herbatę – przynajmniej będzie gdzie gościa usadzic ;)

Wykręcona sesja

Podobno w gdzieś w przepisach dotyczących pracy, co się dumnie „Kodeksem pracy” nazywają, mądrzy ludzie napisali, że praca non stop przy komputerze do najzdrowszych nie należy. Zalecają nawet żeby co jakiś czas wstać, parę przysiadów zrobić i oczy zrelaksować.  Idąc za dobrą radą postanowiliśmy zrobić sobie małą przerwę w klikaniu w klawiaturę. Jako że do miłośników sportów nie należymy i przysiady nijak się w naszą filozofię wpisać nie chciały – znaleźliśmy inny sposób na relaks.

Tak więc wymyśliliśmy że przetestujemy naszą nową (troszkę nietrafioną – rozmiar jednak ma znaczenie) zabawkę. Nasz nowy, wyczesany i zdecydowanie dużo za duży namiot bezcieniowy. Jako że i tak przy okazji jednego z bieżących projektów czekała nas sesja z dostarczonymi materiałami, połączyliśmy przyjemne z pożytecznym. Efekty naszej pracy poniżej :)

Fajna metalowa część z dziurkami do okołaŚliczne błyszczące śrubyŚrubki, nakrętki, podkładki i takie tam

Kupki mosiądzuTomek z aparatemMarcin z aparatem

Nowe biuro…

Tak całkiem na początek to może się przedstawimy – ja jestem Tomek a On to Marcin. Stało się jakoś tak, że się kiedyś spotkaliśmy. On (czyli Marcin) już tam był, a ja, tak się złożyło że tam przyszedłem. Kilkaset tysięcy linii kodu później urodził się projekt codemates.

Codemates to inicjatywa stworzenia luźnej, żeby nie napisać luzackiej grupy ludzi angażujących się w ciekawe przedsięwzięcia programistyczne. Jak na razie całkiem nieźle nam się to udaje. Na programistyczną nudę nie narzekamy. Nasi klienci zapewniają nam codziennie nowe wyzwania a my codziennie staramy się za nimi (klientami bardziej niż wyzwaniami…) nadążać.

Doszło nawet do tego, że zdecydowaliśmy jakieś miejsce pracy sobie poukładać. Nie było łatwo. Po wielu tygodniach tułaczki, klikania na kolanie i smakowania kawy w przeróżnych miejscach mamy własne biuro! I ekspres do kawy też mamy!

Korzystając zatem z okazji, strasznie pragniemy się tym faktem (posiadaniem biura! i ekspresu!) na łamach tegoż bloga pochwalić – co niniejszym czynimy. Jako że osprzęt i umeblowanie jeszcze w trakcie kompletacji się znajduje, z pełną fotodokumentacją się wstrzymamy. Na razie tak zwana zajawka.

The Blackboard Wall

Generalnie, podsumowując zapraszamy wszystkich na kawę (albo herbatę – co kto lubi).